Rozdając „Wielki bój”

wielki-bojseria-konflikt-wiekow

W maju mój (mszczonowski) zbór dwukrotnie wyruszył do pobliskiego miasta, by w niedzielne przedpołudnia na miejskim targowisku zaoferować kupującym i sprzedawcom książkę „Wielki bój” wraz z nagraniem CD. Nasze liczne dzieci chętnie towarzyszyły nam w tym przedsięwzięciu, rozdając ulotki reklamujące książkę, wkładając je za wycieraczki samochodów lub samodzielnie próbując sprzedać choć jeden egzemplarz (z powodzeniem!). Za pierwszym razem sprzedaliśmy ponad 30 książek w zaledwie 2 godziny, za drugim razem nieco mniej, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsi byli ludzie, których spotkaliśmy i to, co wynikło z tych spotkań.

W drugą niedzielę nie miałam już pod opieką grupki dzieci, na które poprzednim razem stale musiałam uważać, by się nie zgubiły, więc wzięłam do rąk nasz transparent reklamowy i ruszyłam z moim mężem sprzedającym książki pomiędzy stragany. On rozmawiał z ludźmi, proponując im książkę, a ja modliłam się o szczególną Bożą obecność i działanie na całym placu targowym.

Gdy przechodziliśmy ciasną alejką, zaczepił nas pewien sprzedawca z Armenii. Powiedział, że tydzień temu kupili z żoną „Wielki bój”, czytają i są pod wielkim wrażeniem. Po chwili podeszła jego żona i zapytała, czy jest w Żyrardowie grupa, która tak wierzy, jak w tej książce jest napisane. Koniecznie chce spotykać się na studiowaniu Biblii. Jej numer telefonu przekazaliśmy naszemu pastorowi, który w Żyrardowie prowadzi cotygodniowe studium Biblii z zainteresowaną grupą.

W kolejnej alejce zaciekawiła się naszą ofertą inna sprzedawczyni. Wzięła do rąk książkę, zaczęła przeglądać, zadawać pytania. Nie była zdecydowana. Wtedy podszedł do nas jej sąsiad – sprzedawca ze stoiska obok, który – gdy zobaczył, co trzymamy w rękach, zapytał:

– A to z jakiego wydawnictwa?

– „Znaki Czasu” – odpowiedzieliśmy.

– A to z jakiego kościoła?

– Adwentystów Dnia Siódmego.

– A tak; jest taki kościół w Łodzi. Znam tę książkę; kupiłem ją 20 lat temu. Naprawdę niezwykła.

Potem zwrócił się do swojej sąsiadki:

– Jak zaczniesz czytać, to się rozchorujesz.

– Na pewno nie – odpowiedziała i zwróciła się do nas: – To ja kupię tę książkę.

Mężczyzna też kupił 2 komplety. Powiedział, że na prezenty. A potem dodał:

Muszę sobie odświeżyć jej treść. Mam chyba 6 czy 7 książek tej autorki w domu. Wszystkie przeczytałem. Życzę Wam, żebyście sprzedali jak najwięcej. Robicie dobrą rzecz.

To były spotkania prawdziwych Bożych dzieci, gdzieś pośrodku zatłoczonego bazaru, wśród hałasu nadawanych przez megafon ogłoszeń, rozmów, liczenia pieniędzy… spotkania jak nie z tego świata, pełne pokoju, atmosfery Bożego Królestwa.

A przecież to tylko mały fragment tego, co wydarzyło się w czasie naszego wyjścia misyjnego. Pan Bóg potężnie działał na naszych oczach i z pewnością nadal działa na serca wszystkich, którzy kupili książkę, bo stale modlimy się o to. Wierzymy, że Pan ma swoje dzieci w Żyrardowie i modlimy się, byśmy mogli stworzyć tam zbór. A radości, którą przeżyliśmy spotkawszy tych ludzi, nie da się opisać. Jeśli chcesz jej doświadczyć, musisz sam spróbować!

Ania Kuczek