Obóz dla seniorów 2012 – relacja

„Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia…”

To była najbardziej upalna pora lata, kiedy przyjechaliśmy na obóz do Włodawy. Zbór był tak otwarty, że proponowano obozowiczom kilka miejsc na obóz. Decyzja o tym, gdzie ma się odbyć zapadła po obejrzeniu tych miejsc. Wiedząc, że od dawna wiele osób trwało w modlitwie za wszystkie sprawy na obozie, czułam, że Pan kieruje i prowadzi. Zdecydowaliśmy, że odbędzie się w mieszkaniu u siostry Marii Korczyc, oraz w mieszkaniu, wynajętym piętro niżej. Najwięcej modlitw było za przyjazdem ludzi na obóz. Na początku nagle zabrakło nam lidera misyjnego, najważniejsza funkcja nie była obsadzona. Do Ani Szulc było kilka telefonów, nie było pewności, czy ma przyjechać. W sobotę szła do swojego zboru w Łodzi, czując wielki ciężar na sercu pytała Boga co się dzieje, dlaczego i otrzymała odpowiedz: „twój anioł pojechał do Włodawy”… Zatrzymała się wstrząśnięta odpowiedzią, powiedziała: „Co? Do Włodawy? To ja też po zachodzie pakuję się i jadę!!!” Z wielką pokorą i odpowiedzialnością przyjęła zadanie i z niego się wywiązała.

Ludzie we Włodawie byli poruszeni Duchem Świętym tak bardzo, że zapraszali nas do domu, gdzie przy stole przeprowadzaliśmy ankiety i mogliśmy rozmawiać o zdrowiu, Bogu i życiu. Spotkaliśmy osobę, która wróciła z Włoch, gdzie miała kontakt z adwentystami i miała z nimi dobre doświadczenia, akurat, kiedy były robione ankiety, Pan wyprowadził ją z bloku (mąż był w domu i nie pozwoliłby na rozmowę), zamówiła „Wielki bój” i otrzymała kontakt telefoniczny do starszego zboru.

Nie spóźnialiśmy się do pracy misyjnej, ponieważ o godzinie 14-ej Żenia stawała i zaczynała śpiewać, co oznaczało „pełną gotowość bojową do wyjścia”, rozdzielała pokarm duchowy i modliliśmy się aby być gotowymi do niesienia Ewangelii Pokoju. Żenia we Włodawie na nabożeństwie sobotnim powiedziała swoje drugie kazanie, było takie jak przystało na misjonarkę, z żywym doświadczeniem z pracy i w dobrym duchu. Niektórzy byli zaskoczeni, że jeszcze nigdy nie usługiwała w sobotę(pierwsze powiedziała w szkole misyjnej w Płocku).

Naszymi funduszami zajmowała się Ela Korwel, otrzymała 600 złotych na obóz, które potem rozmnożyły się i nic nie zabrakło dla Bożych pracowników.

Jadwiga Rogala, Lider grupy modlitewnej „Anna” był odpowiedzialna za to, aby odbywały się nabożeństwa, pomagała przygotować się do szkoły sobotniej, pobudki, prowadzenia nabożeństwa. Była odpowiedzialna za nabożeństwo sobotnie i bardzo dobrze się z tego wywiązała.

Siostra Maria, gospodyni, wykazała ogromną cierpliwość dla tłumu ludzi w domu, była ciepła, pomocna i zdyscyplinowana, po obozie przejęła kontakty i stara się odwiedzać te osoby (może liczyć na okolicznych aktywistów misyjnych).

Doświadczyliśmy życia w takiej dużej grupie, były trudności z zorganizowaniem spotkania modlitewnego z powodu ilości ludzi w pokoju, były radości z więzi, rozmów, wspólnych modlitw i nabożeństw, słuchaliśmy wierszy Maniusia, śpiewaliśmy piękne Pieśni Syjońskie, po domu niosła się cicha pieśń: „Mój Mistrzu”, śpiewana przez Stanisława i Alę, na stole były zdrowe i proste posiłki wspólnie gotowane, wspólne ćwiczenia poranne, spacery, na koniec zwiedzanie Synagogi… taki „powrót do źródeł”.

Czego uczył Pan? Pokory i spokoju ze wspólnego życia w takiej dużej rodzinie, odwagi w usługiwaniu na nabożeństwie, dyscypliny i systematyczności, podejmowaliśmy próby działań na nieznanych dla siebie terenach. Przekonaliśmy się, że w razie, gdyby zabrakło pastora, Pan przygotował osoby do służby i tego doświadczaliśmy na wielu obozach. Bóg przygotowuje swój lud do żywej służby i tego, że raz jestem uczniem, a raz nauczycielem.

Kryzys nastąpił, jak niespodziewanie wrócił właściciel drugiego mieszkania, gdzie była część obozu z piwem w ręku. Na kolanach stanęli liderzy, powstał alarm w sieciach modlitewnych: Strażnik, Grupa Hajnówka, Anna. Po modlitwach wystarczyła jedna rozmowa Marii, aby wcześnie rano wyjechał.
Przez cały obóz doświadczyliśmy dużego wsparcia od starszego zboru, który przywoził nam kserówki, papier, wodę, krzesła, dowiózł do pracy misyjnej na teren Jeziora Białego, pomagał też na zakończenie obozu.
Czy potrzeba obozu dla seniorów? TAK!!! Seniorzy, to ogromny potencjał, odwaga, zdecydowanie, posiadający doświadczenie, mogą mieć więcej czasu na służbę, nadal potrafią się uczyć i chcą być aktywni dla naszego kochanego mistrza.

Krystyna Aleksiejuk