Kamp Misyjny – Relacja

Ostróda… To miasto na zawsze kojarzyć mi się będzie z cudownym przeżyciem, jakim był dla mnie Ogólnopolski Kamp Misyjny. Zaledwie kilka kilometrów od tego miasta, w ośrodku wypoczynkowym „Bajka” nad pięknym jeziorem, w sierpniu b.r. zgromadziło się łącznie około 300 osób, by wspólnie docierać do mieszkańców okolicy z nadzieją, światłem prawdy i codzienną pomocą.

„Namiot Zgromadzenia”
Tak jak nasi bracia z połowy XIX wieku spotykali się w stodołach, by wielbić Pana i badać Jego Słowo… Zanim przyjechałam do Ostródy, wiedziałam, że główny program będzie odbywał się w… blaszanym hangarze! Niemal od razu po przyjeździe na miejsce poszłam zwiedzić ów wyjątkowy kościół. Byłam pod wielkim wrażeniem, jak można uczynić takie wnętrze przyjaznym. Moje wszelkie obiekcje minęły w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że tak jak nasi bracia z połowy XIX wieku spotykali się w stodołach, by wielbić Pana i badać Jego Słowo, tak my teraz, w tym samym duchu, zbieramy się w hangarze i oby ożywienie wśród nas było tak samo wielkie i głębokie, jak wśród nich. Nagle blaszane ściany stały się nieważne. Najważniejsze było to, co płonęło w sercu.

Jak w rodzinie
Wszyscy tworzyliśmy jedność: razem wychodziliśmy na misję, uczyliśmy się… Już sama kameralność tego kampu miała swój bardzo pozytywny aspekt. W mniejszym gronie nie czuliśmy się tak anonimowi, łatwiej było nawiązać bliższe relacje z osobami, których dotychczas nie znaliśmy bliżej. Wspólny cel i wspólna praca bardzo sprzyjały zacieśnianiu braterskich więzi. Dzieci, młodzież, starsi, bardziej starsi – wszyscy tworzyliśmy jedność: razem wychodziliśmy na misję, uczyliśmy się od siebie nawzajem, przeżywaliśmy razem doświadczenia, razem się modliliśmy. To dawało realne poczucie wspólnoty.

Pokarm duchowy
Rodzinny charakter kampu w Ostródzie wynikał głównie z jego przesłania. Budujące poranne kazania liderów GM3A koncentrowały się na deklaracji zaczerpniętej z Księgi Jozuego: „Lecz ja i dom mój służyć będziemy Panu”. Nie wierzę jednak, by po kampie ktokolwiek wyjeżdżał z Ostródy bez przekonania, że owa deklaracja stała się jego osobistą, ślubowaniem powtarzanym Bogu w modlitwie każdego kolejnego dnia. Cały kamp przesiąknięty był tym właśnie duchem, duchem oddania siebie i swoich bliskich pod stałe panowanie Bogu.

Program kampu obfitował w najróżniejsze warszaty, wykłady, spotkania modlitewne. Ich tematyka obejmowała bardzo szerokie spektrum zagadnień od czysto teologicznych (jak choćby wykłady pastora Jacka Igły o usprawiedliwieniu z łaski), przez te dotyczące życia zborowego (warszat pastora Jarosława Dzięgielewskiego o dyscyplinie zborowej), misji, osobistego rozwoju duchowego, na rozwoju relacji z innymi skończywszy. Nie można było się nudzić, za to problem sprawiała chęć uczestniczenia w kilku spotkaniach jednoczesnie!

Razem możemy więcej i… lepiej!
A misja? Jej form było tak wiele, że nie będę nawet próbować wymienić wszystkich, bo i tak mi się nie uda. Warto jednak opisać choć niektóre z nich ze względu na ich innowacyjność czy trafność. Najmłodsze dzieci z wielkim wdziękiem i serdecznością roznosiły innym dzieciom nadmuchane balony, wewnątrz których znajdowały się karteczki z zachęcającymi do ufania Panu Bogu słowami. Warto jednak opisać choć niektóre z nich ze względu na ich innowacyjność czy trafność… Brat Andrzej Wojtkowski zaskakiwał przechodniów gorącą herbatką ziołową, co przy niezbyt przyjającej pogodzie było przyjmowane z wielką wdzięcznością. Posągi ze snu króla Nebukadnesara zastanawiały wypoczywających na nabrzeżu ludzi. Mogli podejść i dowiedzieć się od ulicznych kaznodziejów, dlaczego ktoś decyduje się stać na ulicy w dziwnym przebraniu, w dodatku nieruchomo, nie biorąc za to pieniędzy i jaki to ma związek z ich życiem dziś i w przyszłości. Codzienne wieczorne doświadczenia z pracy misyjnej były wspaniałym zwieńczeniem wysiłków i modlitw. Każdy kampowicz, nawet jeśli sam danego dnia nie przeżył nic porywającego, szedł spać zachęcony słuchaniem o tym, jak przez innych Bóg działał na serca ludzi.

Pierwsze kłosy
Równie dużą radością było to, że sabat ten spędziły z nami osoby, które zostały odnalezione przez nas w Ostródzie! Kamp zakończył sabat, niezwykły z powodu możliwości przeżycia wzruszających uroczystości Wieczerzy Pańskiej i chrztu. Równie dużą radością było to, że sabat ten spędziły z nami osoby, które zostały odnalezione przez nas w Ostródzie! Dzisiaj praca w tamtym terenie jest kontynuowana przez misjonarzy GM3A. Gorąco wierzę, że Pan wysłucha naszych modlitw i że w Ostródzie, w wyniku wspólnych wysiłków, powstanie zbór. Nie zapomnijmy stale się o to modlić!

Na kampie w Ostródzie czułam się doskonale. Tak naprawdę takiej atmosfery i więzi szukałam dla swojej rodziny. Ogromnie dziękowałam Panu Bogu, że powstała ta inicjatywa i że ten kamp doszedł do skutku. Cuda towarzyszące jego zaistnieniu tylko potwierdzają, że był to Boży plan.

Ania Kuczek                                                                                                          galeria