DOŚWIADCZENIE Z KAMPU MISYJNEGO

Miałem okazję prowadzić serię wykładów „Moralność w niemoralnym świecie: prawda czy mit”. Ideą serii było, by każdy wykład, a było ich łącznie pięć, oparty był na innym przykazaniu dotyczącym relacji międzyludzkich. Ponadto każdy wykład miał być wygłoszony przez innego mówcę (M. Karauda, R. Jankowski, J. Dzięgielewski, J. Igła, Z. Makarewicz). Wykłady odbywały się codziennie, omawiając przykazania w odwrotnej kolejności – od dziesiątego do piątego.

Ostatnie spotkanie było szczególne: poza omówieniem piątego przykazania i umieszczeniem go we współczesnych realiach, pastor Makarewicz miał także dotknąć pierwszej części Dekalogu, niejako podsumowując całą serię. Na sali było tego dnia sporo osób – ponad trzydzieści, trudno było też odgadnąć kto był spoza kościoła, ponieważ w wykładach brały udział także osoby z okolicznych zborów. Prelegent zadawał słuchaczom sporo pytań i spośród odpowiadających swoją obecność szczególnie zaznaczył pewien mężczyzna, siedzący wraz z kobietą i dzieckiem. Jego odpowiedzi były na tyle trafne, przemyślane i poprawne teologicznie, że doszedłem do wniosku, iż chociaż nie znałem go, to musi być to wyznawca naszego kościoła. Mężczyzna wraz z kobietą podeszli do nas po wykładzie. Rozmawialiśmy z nimi otwarcie, sądząc, że znają Biblię a także poselstwo naszego kościoła. Utwierdził mnie w tym także fakt, że zwracali się do prelegenta używając formy „pastorze”, mimo, że podczas wstępu przestawiłem mówcę jako znawcę tematyki i teologa, nie wspominając jednak nic na temat jego pracy w ramach kościoła. Jakież było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie mężczyzna powiedział, że „podoba mu się poselstwo adwentystów” i to „jak ich zasady wiary przekładają się na życie”. Okazało się, że ta rodzina co tydzień ogląda nasze nabożeństwa na portalu adwentysci.waw.pl, lub nadzieja.tv i zna pastora Makarewicza właśnie stamtąd. Gdy zapytaliśmy jak trafili na te strony, powiedzieli, że mieli kiedyś (przed kilkunastu laty) kontakt z adwentystami, poznali nawet pastora Czesława Czajkę. Trzeba dodać, że nasz kościół prowadził kiedyś działalność na terenie Ostródy, działało tam nawet nasze radio, a kolporterzy i ewangeliści przez dłuższy czas oferowali naszą literaturę. Kontakt jednak urwał się, gdy kościół zakończył pracę na terenie miasta a grupa wyznawców rozjechała się po świecie.

Rodzina ta trafiła na zaproszenia na wykłady, koncerty, expo-zdrowie i inne działania reklamowane przed kampem misyjnym i choć nie wiedzieli kto organizuje to przedsięwzięcie, postanowili wziąć udział kiedy tylko będą mogli. Ostatecznie trafili na ostatni wykład z serii o moralności. Okazało się też, że znają kilka osób z olsztyńskiego zboru, ale nie pamiętają już jak się nazywają, bo minęło sporo czasu. Po długiej i miłej rozmowie zaprosiliśmy ich na sobotnie nabożeństwo do ośrodka Bajka, gdzie odbywał się kamp, tym bardziej, że szykował się bardzo ciekawy program: chrzest, wieczerza pańska. Zaproponowałem im, by rozpoczęli może czytać Pismo Święte wraz z kimś z nas. Bardzo mile zaskoczyła mnie ich odpowiedź: „bardzo byśmy chcieli, ale przecież wy na pewno wkrótce wyjedziecie; my chcielibyśmy spotykać się z kimś regularnie”. Powiedziałem im, że nasz kolega zostaje w Ostródzie i że na pewno bardzo by się cieszył mogąc służyć im swoim czasem. Ucieszyli się i podali swój adres i telefon, po czym pożegnaliśmy się.

Wieczorem modliliśmy się, by nic nie stanęło na drodze i rodzina ta pojawiła się na sobotnim nabożeństwie. Rano długo rozglądałem się, szukając ich w sali, gdzie odbywało się nabożeństwo. W końcu podszedł do mnie pastor Makarewicz i powiedział, że przyjechali i miał już okazję rozmawiać z tym mężczyzną. Także i mnie udało się ich odnaleźć. Zaproponowałem by usiedli koło mnie z przodu sali, ale okazało się, że odnaleźli owych znajomych z Olsztyna, którzy także przybyli na nasze nabożeństwo i usiedli wraz z nimi. Przebywali z nami przez całe nabożeństwo a także część popołudniowego programu, mimo że przybyli z dwójką małych dzieci. Cieszyli się, że mogli ponownie uczestniczyć w nabożeństwie kościoła adwentystów a także z tego, że poznali Marcina, z którym mogli umówić się na spotkania biblijne.

W ten sposób Bóg pokazał jak ważna była inicjatywa zorganizowania kampu misyjnego w Ostródzie. Pokazał, że ma tam swoje dzieci, czekające na Boży chleb i spragnione Wody Życia. Chwała Bogu!

Łukasz Romanowski.